sobota, 31 maja 2014
DMY Berlin 2014
Wczoraj dzięki uprzejmości Danusi miałam okazję odwiedzić DMY czyli Międzynarodowy Festiwal Designu. Wydarzenie odbywa się w ramach Berlin Design Week i jest czymś w rodzaju prezentacji najnowszych i oczywiście najciekawszych pomysłów współczesnych projektantów. Wystawiający się twórcy mieli do dyspozycji hangar lotniska Tempelhof, które jak już tutaj kiedyś wspominałam służy w chwili obecnej miastu Berlin jako potężna przestrzeń wystawiennicza. Wśród wystawców znalazła się także Danka, o której stolikach pisałam całkiem niedawno. Pięknie prezentowały się w industrialnej, surowej przestrzeni. Moją uwagę przyciągnęły solidne i bardzo atrakcyjne wizualnie stoły od Uniic, na które w tym życiu mnie raczej nie stać, ale mogę sobie za to pozwolić na filiżanko-kieliszek od Berlinord. Poniżej troszkę zdjęć z wydarzenia. Miłego oglądania.
Etykiety:
berlinord
,
design
,
dmy berlin
,
festiwal dizajnu
,
twoorthreethings
,
uniic
wtorek, 6 maja 2014
Bikini Berlin
Mini foto relacja z nowo otwartego centrum handlowego, w które mieliśmy okazję wczoraj odwiedzić po raz pierwszy. Jestem pod dużym wrażeniem pomimo, że połowa ma jeszcze puste lokale. Przepiękna architektura oraz idealny miks sztuki, mody i odpoczynku. Przy okazji odwiedzajcie koniecznie! Zaglądnijcie też na fanpage.
Etykiety:
berlin zoo
,
bikini berlin
,
centrum handlowe berlin
,
moda
,
shop different
,
sztuka
czwartek, 24 kwietnia 2014
Stolik inspirowany Godartem
Może to powinna być kolejna część Najznodoleniejszych, niewątpliwie autorka projektu, który zaraz opiszę zasługuje by znaleźć się w tym gronie, chciałabym jednak w tym miejscu skupić się na konkretnej rzeczy, nie traktować prac artystki kompleksowo. Rzecz wymaga samodzielnej prezentacji. Już zdradzam o co chodzi. Jakiś czas temu Danka Włodarska zaczęła publikować na facebooku zdjęcia zaprojektowanych przez nią stolików, nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby z każdym dniem nie pojawiały się nowe ujęcia, w których stoliki te grają niczym aktorzy w scenach filmowych. Nie przypadkowo odnoszę się tutaj do filmu, bowiem autorka zdradziła mi źródło swojej inspiracji, począwszy od projektu skończywszy na sposobie jego prezentacji zaznaczyła, że inspiracją był film Jean-Luc Godarta 2 lub 3 rzeczy, które o niej wiem. A dokładniej jedna ze scen, w której mężczyzna siedzi w kawiarni i pijąc kawę obserwuje otoczenie. Kamera w pewnym momencie zwrócona jest na filiżankę i to właśnie ten moment zainspirował artystkę do stworzenia obiektu, którego forma nawiązuje do kształtu filiżanki, a fornir wykonany z orzecha do samej kawy. Pomysł prezentacji jest wyjątkowy i pewnie nie tylko moim zdaniem zasługuje na szczególną uwagę. Wydaje mi się, że dzisiaj rzadko możemy spotkać taki sposób traktowania designu, tutaj duża część pracy to merytoryczne podejście, drugie dno, zdjęcia, które pokazują obiekt w odniesieniu do innych, nie jesteśmy pewni czy traci on na swoim znaczeniu, czy może zyskuje nowe? Autorka bawi się konwencją, nic tutaj nie jest wymuszone, wszystko ma odpowiednią wagę. Kończę i czekam na więcej.
Poniżej kadry filmowe, które zainspirowały artystkę oraz efekt końcowy. Za udostępnienie zdjęć dziękuję autorce.
Poniżej kadry filmowe, które zainspirowały artystkę oraz efekt końcowy. Za udostępnienie zdjęć dziękuję autorce.
*Danuta Włodarska, rocznik 87', absolwentka Akademii Sztuk Pięknych im. Władysława Strzemińskiego w Łodzi, artystka, projektantka, prawdziwy talent, zawsze w dobrym humorze.
Zapraszam na stronę: http://danutawlodarska.com/
Etykiety:
asp łódź
,
Danuta Włodarska
,
inspiracja
,
Jean-Luc Godart
,
rzeczy które wiem o niej
,
stolik
,
table
,
współczesny design
piątek, 4 kwietnia 2014
Odczarowanie miasta
Latem stukną mi dwa lata w Berlinie,
niewątpliwe ta rocznica wywoła u mnie kilka refleksji na temat tego, jak czułam się w tym mieście na samym początku, a jak jest teraz.
Berlin będzie dla mnie już zawsze miejscem szczególnym, z tej
prostej przyczyny, że przyszedł tutaj na świat mój syn. Oglądałam
ostatnio w zasadzie przez zupełny przypadek film Joanny Rajkowskiej
wchodzący w skład projektu „Born in Berlin: A Letter to Rosa”.
W filmie artystka pokazuje siebie w ciąży, na tle stolicy Niemiec,
przeczytałam, że założeniem projektu było urodzenie właśnie w
Berlnie, by odczarować to miasto, które historycznie stanowi źródło
krzywd wyrządzonych rodzinie Rajkowskiej. Jej córka jako nowy
rozdział życia miała spowodować, że miejsce to zacznie się
artystce dobrze kojarzyć. Także nieprzypadkowo dziewczynka
otrzymała imię Róża, na cześć Róży Luksemburg. Film byłby
zupełnie zwyczajny gdyby nie fakt, że na końcu pojawia się
informacja, na temat stanu zdrowia dziecka rok po narodzinach. U
Różyczki wykryto rzadki nowotwór gałek ocznych. Powstał pewnego
rodzaju paradoks, nieprzewidziany przez samą artystkę, przecież
Róża miała odczarować to źle kojarzące się miejsce, ale czy
tak się stało musi ocenić sama artystka. Nie będę tutaj pisać o
sensie tego projektu, w obliczu informacji, że jego główna
bohaterka, nie mająca jeszcze głosu napotkała na samym początku
swej drogi tak poważną chorobę pojawia się wiele pytań, ale nie
o tym chciałam pisać. Historia Róży daje do myślenia, tak samo
jak historia samego Berlina. Trudno jest mi sobie wyobrazić to
miasto dwadzieścia pięć lat temu, kiedy otworzyły się granice pomiędzy wschodem i zachodem.
Dziś na lekcji niemieckiego nasza Lektorka, opowiadała nam, że będzie ten wieczór pamiętać do końca życia. Sibylle mieszkała przed 1989 rokiem po wschodniej stronie. O tym, że granica zostaje otwarta dowiedziała się wieczorem (informacja po praz pierwszy ukazała się o 18:55), długo się nie zastanawiając obudziła swoje dzieci i z mężem wyruszyli w stronę muru, tak jak praktycznie każdy mieszkaniec Berlina. Przy granicy stał autobus, którego kierowca skończył na dziś pracę, ale kiedy dowiedział się od przechodniów co się stało kazał im wsiadać i pojechali razem na Kurfurstendam, gdzie wszyscy świętowali historyczny moment. Wspaniałe wspomnienie, które nauczycielka określa jako jeden z piękniejszych dni w jej życiu. Życie w DDR wspomina z mniejszym entuzjazmem chociaż podziwiam ją za to, że potrafi wymienić wiele rzeczy, które po wschodniej stronie były na plus. Dobrze zorganizowana służba zdrowia, działający bez zarzutu system żłobków i przedszkoli i wiele innych. Coś na pewno z tego zostało, ale różnice pomiędzy wschodem i zachodem widoczne są do dzisiaj. Widać też, że miasto chce odczarować swoją historię, może to potwierdzić każdy kierowca, który próbuje w godzinach szczytu przejechać się głównymi arteriami- Berlin to jeden wielki plac budowy. Mój stosunek do tego miejsca zmienia się praktycznie codziennie, coraz bardziej czuję się jak w domu. Chcę wiedzieć więcej o dzielnicy, w której mieszkam, staram się codziennie zajrzeć do lokalnego dodatku do gazety, interesuje mnie historia. Jest kilka miejsc, które warto odwiedzić bo chociaż na chwilę przenieść się w czasy gdy miasto było podzielone, poniżej zdjęcia z wystawy Die Mauer .
Miejsca godne uwagi:
http://www.berliner-mauer-gedenkstaette.de/de/
http://www.asisi.de/index.php?id=7#asisi_index_id_71
https://www.dhm.de/
Dziś na lekcji niemieckiego nasza Lektorka, opowiadała nam, że będzie ten wieczór pamiętać do końca życia. Sibylle mieszkała przed 1989 rokiem po wschodniej stronie. O tym, że granica zostaje otwarta dowiedziała się wieczorem (informacja po praz pierwszy ukazała się o 18:55), długo się nie zastanawiając obudziła swoje dzieci i z mężem wyruszyli w stronę muru, tak jak praktycznie każdy mieszkaniec Berlina. Przy granicy stał autobus, którego kierowca skończył na dziś pracę, ale kiedy dowiedział się od przechodniów co się stało kazał im wsiadać i pojechali razem na Kurfurstendam, gdzie wszyscy świętowali historyczny moment. Wspaniałe wspomnienie, które nauczycielka określa jako jeden z piękniejszych dni w jej życiu. Życie w DDR wspomina z mniejszym entuzjazmem chociaż podziwiam ją za to, że potrafi wymienić wiele rzeczy, które po wschodniej stronie były na plus. Dobrze zorganizowana służba zdrowia, działający bez zarzutu system żłobków i przedszkoli i wiele innych. Coś na pewno z tego zostało, ale różnice pomiędzy wschodem i zachodem widoczne są do dzisiaj. Widać też, że miasto chce odczarować swoją historię, może to potwierdzić każdy kierowca, który próbuje w godzinach szczytu przejechać się głównymi arteriami- Berlin to jeden wielki plac budowy. Mój stosunek do tego miejsca zmienia się praktycznie codziennie, coraz bardziej czuję się jak w domu. Chcę wiedzieć więcej o dzielnicy, w której mieszkam, staram się codziennie zajrzeć do lokalnego dodatku do gazety, interesuje mnie historia. Jest kilka miejsc, które warto odwiedzić bo chociaż na chwilę przenieść się w czasy gdy miasto było podzielone, poniżej zdjęcia z wystawy Die Mauer .
Miejsca godne uwagi:
http://www.berliner-mauer-gedenkstaette.de/de/
http://www.asisi.de/index.php?id=7#asisi_index_id_71
https://www.dhm.de/
Etykiety:
berlin
,
ddr
,
joanna rajkowska
,
Kurfurstendam
,
mur berliński
,
panorama
,
róża
poniedziałek, 27 stycznia 2014
Styczeń-foto
![]() |
| http://www.herzlichwillkommen.pl/ |
| http://ww2.dreamnation.eu/ |
![]() |
| http://www.berlinischegalerie.de/ausstellungen-berlin/aktuell/painting-forever/ |
| http://www.berlinischegalerie.de/ausstellungen-berlin/aktuell/wien-berlin/ |
Etykiety:
Berlinische Galerie
,
Dream Nation
,
Herzlich Willkommen
,
The Gallery Berlin
,
Wien Berlin
niedziela, 29 grudnia 2013
sobotarano
Wiem, że jest niedziela wieczór, ale będzie o sobocie. Otóż w sobotę wstaję rano, zazwyczaj o bladym świcie, bo wtedy też wstaje mój wspaniały syn i gdzieś pomiędzy kawą dla mamy, a butelką dla dziecka przypomina mi się, że już za chwilkę, już za moment na skrzynkę mailową niedzielawieczor@gmail.com zaczną przychodzić maile sobotnich poranków z różnych stron Polski i nie tylko. Cztery lata temu moje sobotnie poranki wyglądały zupełnie inaczej, zresztą mogę sobie powspominać zaglądając w archiwum bloga. Bo o blogu sobotarano jest ten post. Znacie? Wysyłacie zdjęcia? Niedawno ta nietypowa inicjatywa łódzkich artystów, która szybko zdobyła swoich fanów obchodziła swoje czwarte urodziny. Czas leci, na blogu pojawiło się setki zdjęć, myślę, że z czasem nabierają one coraz większej wartości. Jeśli nie braliście jeszcze udziału to zapraszam, dołączcie do współtwórców bloga.
Z okazji urodzin doczekaliśmy się ilustracji urodzinowej stworzonej przez Monikę Wyłogę. Odwiedźcie koniecznie jej fanpage, no i rzecz jasna nasz sobotni.
Z okazji urodzin doczekaliśmy się ilustracji urodzinowej stworzonej przez Monikę Wyłogę. Odwiedźcie koniecznie jej fanpage, no i rzecz jasna nasz sobotni.
Etykiety:
blog ze zdjęciami
,
Monika Wyłoga Ilustration
,
niedziela wieczór
,
poranek
,
sobota rano
,
sobotarano
,
Wyloga Ilustration
czwartek, 26 grudnia 2013
Święta po niemiecku
Dziś drugi dzień świąt i jest to
dla mnie ostatnia szansa, żeby dokończyć wpis o poczęstunku
wigilijnym, w którym miałam okazję uczestniczyć na początku
miesiąca. Także dziś (myślę, że bardzo w temacie świąt)
będzie o jedzeniu. Jak wiadomo albo nie wiadomo chodzę na
intensywny kurs językowy prowadzony przez super lektorkę, która
prócz języka pragnie zaznajomić naszą grupę z niemiecką
kulturą, dlatego co jakiś czas urządzamy sobie coś w rodzaju
śniadania, w czasie którego rozmawiamy o różnych zwyczajach i
tradycji, tym razem było to śniadanie świąteczne, na które
Sybille postarała się przynieść świąteczne słodkości z
różnych stron Niemiec. Nie zabrakło też dekoracji i na środku
stołu pojawiła się bożonarodzeniowa, drewniana piramida. Tradycja
w Polsce i zapewne innych krajach zupełnie nieznana, a według mnie
bardzo ciekawa wizualnie, szczególnie dla najmłodszych ma swoje
źródła w Saksonii. Piramida na planie koła, przypominająca
trochę swoją formę wiatrak zbudowana jest w całości z drewna, a
jej piętra, czasem kilka, a czasem kilkanaście zdobią drewniane
figurki inscenizujące róże sytuacje, oczywiście centralną i
najważniejszą scenę stanowi szopka. Wszystko wykonane ręcznie,
wystrugane z ogromną precyzją, można powiedzieć z niemiecką
precyzją. Nie muszę chyba dodawać, że ostatnimi czasy w wykonaniu
saksońskich piramid najlepsi są Tajwańczycy. Zadaniem piramidy
jest kręcić się i prezentować swoje wdzięki i jednocześnie
rozprzestrzeniać zapach kadzidła, które to wydostaje się z ust
tzw. Räuchermanna. Postać ta, równie ważna to dopełnienie
piramidy i za sprawą aromatycznego dymu uzupełnienie atmosfery przy
wigilijnym stole.
Jednak miało być o jedzeniu, a ja jak
zwykle zbaczam z tematu. Nie jestem pewna co dokładnie jedzą Niemcy
w wigilię, zapewne w każdym landzie jada się coś innego, wiem
jednak, że bardzo odświętnym daniem, jest pieczona gęś, coś na
wzór amerykańskiego indyka, im większa tym lepsza i smaczniejsza.
Moja znajoma twierdzi, że Niemcy jedzą w święta smażone
kiełbaski z sałatką ziemniaczaną, ale ja chcę wierzyć i
wyobrażać sobie, że na każdym stole ląduje dorodna gąska.
Na naszym wigilijnym śniadaniu nie
zabrakło Stollen, czyli drożdżowego ciasta z ogromną ilością
bakalii, marcepanu i cukru pudru. Ciasto pochodzi, tak jak piramida
także z Saksonii, na koniec tej notki dojdę do wniosku, że ten
land jest źródłem większości niemieckich tradycji. Mieliśmy
okazję spróbować także dominosteine, czyli małych kostek
piernika z galaretką i marcepanem polanych oblanych czekoladą,
marzipankartoffeln czyli marcepanowych kartofelków, ogólnie było
dużo marcepanu. Sybille zaznajamia nas z swoją kulturą, a my nie
pozostajemy jej dłużni, dlatego każdy przygotował coś
charakterystycznego dla swojego kraju. Na stole pojawiła się
hiszpańska tortilla de patatas, włoski tort makaronowy, grecka
musaka, którą na pewno spróbuję zrobić samemu oraz wiele innych
przysmaków, których nie zdołałam nawet spróbować. Może się
uda na kolejnym śniadaniu. A na koniec trochę zdjęć z Weihnachtsmarkt.
Etykiety:
marzipankartoffeln
,
Niemcy
,
piramida drewniana
,
Räuchermann
,
Stollen
,
tradycja
,
Weihnachtsmarkt
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)
+000005.bmp)
+000006+(1).bmp)
+000003.bmp)













