czwartek, 24 kwietnia 2014

Stolik inspirowany Godartem

Może to powinna być kolejna część Najznodoleniejszych, niewątpliwie autorka projektu, który zaraz opiszę zasługuje by znaleźć się w tym gronie, chciałabym jednak w tym miejscu skupić się na konkretnej rzeczy, nie traktować prac artystki kompleksowo. Rzecz wymaga samodzielnej prezentacji. Już zdradzam o co chodzi. Jakiś czas temu Danka Włodarska zaczęła publikować na facebooku zdjęcia zaprojektowanych przez nią stolików, nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby z każdym dniem nie pojawiały się nowe ujęcia, w których stoliki te grają niczym aktorzy w scenach filmowych. Nie przypadkowo odnoszę się tutaj do filmu, bowiem autorka zdradziła mi źródło swojej inspiracji, począwszy od projektu skończywszy na sposobie jego prezentacji zaznaczyła, że inspiracją był film Jean-Luc Godarta 2 lub 3 rzeczy, które o niej wiem. A dokładniej jedna ze scen, w której mężczyzna siedzi w kawiarni i pijąc kawę obserwuje otoczenie. Kamera w pewnym momencie zwrócona jest na filiżankę i to właśnie ten moment zainspirował artystkę do stworzenia obiektu, którego forma nawiązuje do kształtu filiżanki, a fornir wykonany z orzecha do samej kawy. Pomysł prezentacji jest wyjątkowy i pewnie nie tylko moim zdaniem zasługuje na szczególną uwagę. Wydaje mi się, że dzisiaj rzadko możemy spotkać taki sposób traktowania designu, tutaj duża część pracy to merytoryczne podejście, drugie dno, zdjęcia, które pokazują obiekt w odniesieniu do innych, nie jesteśmy pewni czy traci on na swoim znaczeniu, czy może zyskuje nowe? Autorka bawi się konwencją, nic tutaj nie jest wymuszone, wszystko ma odpowiednią wagę. Kończę i czekam na więcej.
Poniżej kadry filmowe, które zainspirowały artystkę oraz efekt końcowy. Za udostępnienie zdjęć dziękuję autorce.












*Danuta Włodarska, rocznik 87', absolwentka Akademii Sztuk Pięknych im. Władysława Strzemińskiego w Łodzi, artystka, projektantka, prawdziwy talent, zawsze w dobrym humorze.
Zapraszam na stronę: http://danutawlodarska.com/




piątek, 4 kwietnia 2014

Odczarowanie miasta

Latem stukną mi dwa lata w Berlinie, niewątpliwe ta rocznica wywoła u mnie kilka refleksji na temat tego, jak czułam się w tym mieście na samym początku, a jak jest teraz. Berlin będzie dla mnie już zawsze miejscem szczególnym, z tej prostej przyczyny, że przyszedł tutaj na świat mój syn. Oglądałam ostatnio w zasadzie przez zupełny przypadek film Joanny Rajkowskiej wchodzący w skład projektu „Born in Berlin: A Letter to Rosa”. W filmie artystka pokazuje siebie w ciąży, na tle stolicy Niemiec, przeczytałam, że założeniem projektu było urodzenie właśnie w Berlnie, by odczarować to miasto, które historycznie stanowi źródło krzywd wyrządzonych rodzinie Rajkowskiej. Jej córka jako nowy rozdział życia miała spowodować, że miejsce to zacznie się artystce dobrze kojarzyć. Także nieprzypadkowo dziewczynka otrzymała imię Róża, na cześć Róży Luksemburg. Film byłby zupełnie zwyczajny gdyby nie fakt, że na końcu pojawia się informacja, na temat stanu zdrowia dziecka rok po narodzinach. U Różyczki wykryto rzadki nowotwór gałek ocznych. Powstał pewnego rodzaju paradoks, nieprzewidziany przez samą artystkę, przecież Róża miała odczarować to źle kojarzące się miejsce, ale czy tak się stało musi ocenić sama artystka. Nie będę tutaj pisać o sensie tego projektu, w obliczu informacji, że jego główna bohaterka, nie mająca jeszcze głosu napotkała na samym początku swej drogi tak poważną chorobę pojawia się wiele pytań, ale nie o tym chciałam pisać. Historia Róży daje do myślenia, tak samo jak historia samego Berlina. Trudno jest mi sobie wyobrazić to miasto dwadzieścia pięć lat temu, kiedy otworzyły się granice pomiędzy wschodem i zachodem.

Dziś na lekcji niemieckiego nasza Lektorka, opowiadała nam, że będzie ten wieczór pamiętać do końca życia. Sibylle mieszkała przed 1989 rokiem po wschodniej stronie. O tym, że granica zostaje otwarta dowiedziała się wieczorem (informacja po praz pierwszy ukazała się o 18:55), długo się nie zastanawiając obudziła swoje dzieci i z mężem wyruszyli w stronę muru, tak jak praktycznie każdy mieszkaniec Berlina. Przy granicy stał autobus, którego kierowca skończył na dziś pracę, ale kiedy dowiedział się od przechodniów co się stało kazał im wsiadać i pojechali razem na Kurfurstendam, gdzie wszyscy świętowali historyczny moment. Wspaniałe wspomnienie, które nauczycielka określa jako jeden z piękniejszych dni w jej życiu. Życie w DDR wspomina z mniejszym entuzjazmem chociaż podziwiam ją za to, że potrafi wymienić wiele rzeczy, które po wschodniej stronie były na plus. Dobrze zorganizowana służba zdrowia, działający bez zarzutu system żłobków i przedszkoli i wiele innych. Coś na pewno z tego zostało, ale różnice pomiędzy wschodem i zachodem widoczne są do dzisiaj. Widać też, że miasto chce odczarować swoją historię, może to potwierdzić każdy kierowca, który próbuje w godzinach szczytu przejechać się głównymi arteriami- Berlin to jeden wielki plac budowy. Mój stosunek do tego miejsca zmienia się praktycznie codziennie, coraz bardziej czuję się jak w domu. Chcę wiedzieć więcej o dzielnicy, w której mieszkam, staram się codziennie zajrzeć do lokalnego dodatku do gazety, interesuje mnie historia. Jest kilka miejsc, które warto odwiedzić bo chociaż na chwilę przenieść się w czasy gdy miasto było podzielone, poniżej zdjęcia z wystawy Die Mauer .





Miejsca godne uwagi:
http://www.berliner-mauer-gedenkstaette.de/de/
http://www.asisi.de/index.php?id=7#asisi_index_id_71
https://www.dhm.de/

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Styczeń-foto

http://www.herzlichwillkommen.pl/
http://ww2.dreamnation.eu/
http://www.berlinischegalerie.de/ausstellungen-berlin/aktuell/painting-forever/

http://www.berlinischegalerie.de/ausstellungen-berlin/aktuell/wien-berlin/



niedziela, 29 grudnia 2013

sobotarano

Wiem, że jest niedziela wieczór, ale będzie o sobocie. Otóż w sobotę wstaję rano, zazwyczaj o bladym świcie, bo wtedy też wstaje mój wspaniały syn i gdzieś pomiędzy kawą dla mamy, a butelką dla dziecka przypomina mi się, że już za chwilkę, już za moment na skrzynkę mailową niedzielawieczor@gmail.com zaczną przychodzić maile sobotnich poranków z różnych stron Polski i nie tylko. Cztery lata temu moje sobotnie poranki wyglądały zupełnie inaczej, zresztą mogę sobie powspominać zaglądając w archiwum bloga. Bo o blogu sobotarano jest ten post. Znacie? Wysyłacie zdjęcia? Niedawno ta nietypowa inicjatywa łódzkich artystów, która szybko zdobyła swoich fanów obchodziła swoje czwarte urodziny. Czas leci, na blogu pojawiło się setki zdjęć, myślę, że z czasem nabierają one coraz większej wartości. Jeśli nie braliście jeszcze udziału to zapraszam, dołączcie do współtwórców bloga.
Z okazji urodzin doczekaliśmy się ilustracji urodzinowej stworzonej przez Monikę Wyłogę. Odwiedźcie koniecznie jej fanpage, no i rzecz jasna nasz sobotni.

czwartek, 26 grudnia 2013

Święta po niemiecku

Dziś drugi dzień świąt i jest to dla mnie ostatnia szansa, żeby dokończyć wpis o poczęstunku wigilijnym, w którym miałam okazję uczestniczyć na początku miesiąca. Także dziś (myślę, że bardzo w temacie świąt) będzie o jedzeniu. Jak wiadomo albo nie wiadomo chodzę na intensywny kurs językowy prowadzony przez super lektorkę, która prócz języka pragnie zaznajomić naszą grupę z niemiecką kulturą, dlatego co jakiś czas urządzamy sobie coś w rodzaju śniadania, w czasie którego rozmawiamy o różnych zwyczajach i tradycji, tym razem było to śniadanie świąteczne, na które Sybille postarała się przynieść świąteczne słodkości z różnych stron Niemiec. Nie zabrakło też dekoracji i na środku stołu pojawiła się bożonarodzeniowa, drewniana piramida. Tradycja w Polsce i zapewne innych krajach zupełnie nieznana, a według mnie bardzo ciekawa wizualnie, szczególnie dla najmłodszych ma swoje źródła w Saksonii. Piramida na planie koła, przypominająca trochę swoją formę wiatrak zbudowana jest w całości z drewna, a jej piętra, czasem kilka, a czasem kilkanaście zdobią drewniane figurki inscenizujące róże sytuacje, oczywiście centralną i najważniejszą scenę stanowi szopka. Wszystko wykonane ręcznie, wystrugane z ogromną precyzją, można powiedzieć z niemiecką precyzją. Nie muszę chyba dodawać, że ostatnimi czasy w wykonaniu saksońskich piramid najlepsi są Tajwańczycy. Zadaniem piramidy jest kręcić się i prezentować swoje wdzięki i jednocześnie rozprzestrzeniać zapach kadzidła, które to wydostaje się z ust tzw. Räuchermanna. Postać ta, równie ważna to dopełnienie piramidy i za sprawą aromatycznego dymu uzupełnienie atmosfery przy wigilijnym stole.



Jednak miało być o jedzeniu, a ja jak zwykle zbaczam z tematu. Nie jestem pewna co dokładnie jedzą Niemcy w wigilię, zapewne w każdym landzie jada się coś innego, wiem jednak, że bardzo odświętnym daniem, jest pieczona gęś, coś na wzór amerykańskiego indyka, im większa tym lepsza i smaczniejsza. Moja znajoma twierdzi, że Niemcy jedzą w święta smażone kiełbaski z sałatką ziemniaczaną, ale ja chcę wierzyć i wyobrażać sobie, że na każdym stole ląduje dorodna gąska.

Na naszym wigilijnym śniadaniu nie zabrakło Stollen, czyli drożdżowego ciasta z ogromną ilością bakalii, marcepanu i cukru pudru. Ciasto pochodzi, tak jak piramida także z Saksonii, na koniec tej notki dojdę do wniosku, że ten land jest źródłem większości niemieckich tradycji. Mieliśmy okazję spróbować także dominosteine, czyli małych kostek piernika z galaretką i marcepanem polanych oblanych czekoladą, marzipankartoffeln czyli marcepanowych kartofelków, ogólnie było dużo marcepanu. Sybille zaznajamia nas z swoją kulturą, a my nie pozostajemy jej dłużni, dlatego każdy przygotował coś charakterystycznego dla swojego kraju. Na stole pojawiła się hiszpańska tortilla de patatas, włoski tort makaronowy, grecka musaka, którą na pewno spróbuję zrobić samemu oraz wiele innych przysmaków, których nie zdołałam nawet spróbować. Może się uda na kolejnym śniadaniu. A na koniec trochę zdjęć z Weihnachtsmarkt.







poniedziałek, 16 września 2013

Najzdolniejsi Vol. 2: Michał Polak

Kilka lat temu poznaliśmy się na parkiecie jednego z łódzkich klubów, nikt z nas nie przypuszczał, że przyjaźń zaowocuje kiedyś współpracą, nie byłoby współpracy gdyby nie fakt, że Michał posiada niezwykły talent, talent wyjątkowego postrzegania świata. Kiedy przyglądam się fotografiom, które tworzy marzy mi się żeby na sekundę znaleźć się w jego głowie i poddać się tym wszystkim niepokojom i kłębiącym się myślom. Jak sam mówi Przelewa na matryce niepokoje niezintegrowanego ze społeczeństwem; fascynuje się bezosobowością i zacieraniem płciowości. Poznajcie samouka, łodzianina, Michała Polaka

Zapowiedź Lookbook ODIO

Twoja fotografia po raz kolejny stanowi bazę do identyfikacji wizualnej Young Fashion Photographers Now (wcześniej także zdjęcia Michała były wykorzystywane na potrzebę OFF Out Of Schedule), fajne uczucie?
Oczywiście, to wyróżnienie bardzo mnie ucieszyło, zwłaszcza, że to największa impreza modowa w Polsce. Kilkukrotne pojawienie się w identyfikacji świadczy, mam nadzieję, o dobrym poziomie tego, co robię. Zresztą, w skład zespołu wybierającego uczestników wystawy wchodzą osoby, które mogą być wzorem, więc ich przychylność to dobry znak.


Zdjęcie wykorzystane do identyfikacji YFPN

Współpracujesz z polskimi projektantami, tworzysz niezwykłe sesje, w których moda gra pierwsze skrzypce, ale ja w tych zdjęciach widzę coś więcej, jest w nich jakiś wspólny mianownik, który przyciąga, fascynuje. Zdradzisz mi swoją tajemnicę? :P
Nie lubię, a może nie potrafię, robić dynamicznych zdjęć kobiet skaczących przez niewidzialne przeszkody albo kręcących się wokół własnej osi z uśmiechem na twarzy. Dlatego może moje zdjęcia są mniej atrakcyjne pod względem modowym, a bardziej sprawiają wrażenie klimatycznego obrazu. Interesuje mnie pewien rodzaj spokoju i znieruchomienia. Staram się go przełożyć na to, w jaki sposób ustawiam modeli. A może to po prostu tylko specyficzny sposób patrzenia na ludzi. ;)

Zdjęcia z cyklu: od 5 do 10 stopni. wiatr porywisty.

Opowiedz o swoich fascynacjach, co pragniesz przekazać w swoich zdjęciach, skąd czerpiesz inspirację, jakie miejsca najbardziej lubisz.
To trudne pytanie, bo nie wiem czy mam jakiś konkretny przekaz, czy to bardziej moja estetyka. To, co mi się podoba i w jaki sposób widzę świat. I właśnie otoczenie jest dla mnie największą inspiracją. To, co mnie otacza kiedy idę ulicą albo siedzę na skwerze. To, czego słucham i oglądam na youtube. Także osobowości moich znajomych. Co do miejsc, to ciągnie mnie w miejsca opuszczone, w których natura zaczyna na nowo rządzić.

Sesje, które tworzysz często odbywają się w plenerze, czy w otwartej przestrzeni czujesz większą swobodę, czy „na zewnątrz” wydaje ci się bardziej plastyczne?
Lubię światło słoneczne na zdjęciach. Naturalne światłocienie. Miejsca, które wybieram pozwalają na uzyskanie głębszego nastroju. Mają swoją historię która uzupełnia całość stylizacji, modela i makijażu.


ODIO various


Wiem, że w czasie sesji jesteś człowiekiem orkiestrą, pracujesz nad zdjęciami, ale także troszczysz się o stylizację i scenografię, trudno połączyć te wszystkie role, czy przychodzi ci to naturalnie?
Nie będę ukrywać, że jest to dla mnie trudne :) Mam zazwyczaj bardzo konkretny obraz tego, co chciałbym uzyskać. Chociaż jest już prościej niż było bo na mojej drodze pojawiają się ludzie, którym mogę zaufać i powiedzmy - scedować na nich część zadań. Oczywiście tylko część:) Stylizacje robię nadal sam.



Jak oceniasz kondycję polskiej fotografii modowej, interesuje cię w ogóle co robią inni, czy skupiasz się tylko na swoich działaniach?
Nie śledzę żadnego z portali publikujących sesje zdjęciowe jedną po drugiej. Jest kilka blogów, które oglądam i od czasu do czasu pojawiają się tam sesje modowe. Jednak są to raczej strony zagraniczne i tylko czasami trafi się coś polskiego. Myślę, że w Polsce jest wiele osób, które robią zdjęcia w bardzo podobny sposób i tak, by one się podobały ludziom. Konkretna estetyka. Chyba istnieje popyt na zdjęcia typu rozkładówka z chłopakiem z bravo girl, mam rację? Ja chyba nie potrafię w ten sposób, więc muszę iść trudniejszą drogą. Swoją drogą.:)

Jakie masz plany na przyszłość, marzenia?
Najważniejsza dla mnie jest nieustanna edukacja, rozwój, nie stać w miejscu z jednym sposobem patrzenia. Szukać, rozwijać, zgłębiać. A co do marzeń? Chyba największym jest, by kiedyś mieć możliwość pracować z Małgosią Belą.


Cykl: bezczas


Więcej zdjęć Michała znajdziecie na jego
stronie i fanpage


piątek, 30 sierpnia 2013

W ogrodzie, czyli co robię kiedy nie piszę nowych postów.

Kilka dni temu spacerowałam z młodym po parku, oczekując aż mój luby wyjdzie z gabinetu dentystycznego i jakież było moje zdziwienie, że duża ilość liści leży już pod drzewami, a nie ładnie i zielono sobie rośnie. Nie wiem gdzie się podziało lato, nie odnotowałam wiosny, z wiosny pamiętam jedną wizytę w parku, jeszcze na Weddingu, zaraz kiedy wzrosła temperatura i odtajała ziemia. Pomyślałam wtedy, że to wspaniale, że zaraz będzie można zrzucić płaszcz i spacerować w swetrze, a zaraz potem w samej koszulce. Teraz znów trzeba kompletować garderobę jesienno-zimową, na szczęście zima tutaj nie doskwiera tak bardzo jak np. na Śląsku, ale nie o tym, nie o tym... miało być o tym jak ucieka czas i jak coraz mniej go mam, a zajęć coraz więcej i boję się, że obudzę się jutro i będę po czterdziestce. Marzy mi się rezerwa czasowa, z której mogłabym czerpać i np. pisać coś tutaj albo dodawać zdjęcia tutaj. Nie wiem skąd biorą czas na blogowanie mamy, autorki blogów o macierzyństwie, piszą nocą? Ich dzieci nie pragną ciągłej uwagi, zabawy, czytania książeczek, układania wieży z klocków? Zapewne jestem źle zorganizowana i ogólnie sobie nie radzę stąd ten ciągły bieg, a może zamiast „siedzieć na necie” staram się każdą możliwą chwilę spędzać z młodym, który najprawdopodobniej już za miesiąc zacznie swoją przygodę ze żłobkiem. Dziś np. odwiedziliśmy bardzo fajne miejsce, polecam absolutnie każdemu, kto lubi spacerować i cieszyć oko zielenią. Mówię o Gärten der Welt czyli Ogrodach Świata. Internet mówi, że miejsce to zostało utworzone w 1987 z okazji 750-lecia Berlina. Podobno na początku było tam zupełnie nieciekawie i zwyczajnie, a po upadku muru powstał prawdziwy raj oddający charakter orientalnych ogrodów jakie możemy spotkać w Chinach, Japonii czy Korei. O ogrodach możecie przeczytać tutaj. A ja mogę powiedzieć, że średnia wieku w tym miejscu to 130 lat, zatem każdy o mentalności staruszka będzie czuł się tam jak w raju. Wstęp 4 euro,  dzieci poniżej szóstego roku życia wchodzą za friko. Zapraszam do relacji foto: