czwartek, 26 grudnia 2013

Święta po niemiecku

Dziś drugi dzień świąt i jest to dla mnie ostatnia szansa, żeby dokończyć wpis o poczęstunku wigilijnym, w którym miałam okazję uczestniczyć na początku miesiąca. Także dziś (myślę, że bardzo w temacie świąt) będzie o jedzeniu. Jak wiadomo albo nie wiadomo chodzę na intensywny kurs językowy prowadzony przez super lektorkę, która prócz języka pragnie zaznajomić naszą grupę z niemiecką kulturą, dlatego co jakiś czas urządzamy sobie coś w rodzaju śniadania, w czasie którego rozmawiamy o różnych zwyczajach i tradycji, tym razem było to śniadanie świąteczne, na które Sybille postarała się przynieść świąteczne słodkości z różnych stron Niemiec. Nie zabrakło też dekoracji i na środku stołu pojawiła się bożonarodzeniowa, drewniana piramida. Tradycja w Polsce i zapewne innych krajach zupełnie nieznana, a według mnie bardzo ciekawa wizualnie, szczególnie dla najmłodszych ma swoje źródła w Saksonii. Piramida na planie koła, przypominająca trochę swoją formę wiatrak zbudowana jest w całości z drewna, a jej piętra, czasem kilka, a czasem kilkanaście zdobią drewniane figurki inscenizujące róże sytuacje, oczywiście centralną i najważniejszą scenę stanowi szopka. Wszystko wykonane ręcznie, wystrugane z ogromną precyzją, można powiedzieć z niemiecką precyzją. Nie muszę chyba dodawać, że ostatnimi czasy w wykonaniu saksońskich piramid najlepsi są Tajwańczycy. Zadaniem piramidy jest kręcić się i prezentować swoje wdzięki i jednocześnie rozprzestrzeniać zapach kadzidła, które to wydostaje się z ust tzw. Räuchermanna. Postać ta, równie ważna to dopełnienie piramidy i za sprawą aromatycznego dymu uzupełnienie atmosfery przy wigilijnym stole.



Jednak miało być o jedzeniu, a ja jak zwykle zbaczam z tematu. Nie jestem pewna co dokładnie jedzą Niemcy w wigilię, zapewne w każdym landzie jada się coś innego, wiem jednak, że bardzo odświętnym daniem, jest pieczona gęś, coś na wzór amerykańskiego indyka, im większa tym lepsza i smaczniejsza. Moja znajoma twierdzi, że Niemcy jedzą w święta smażone kiełbaski z sałatką ziemniaczaną, ale ja chcę wierzyć i wyobrażać sobie, że na każdym stole ląduje dorodna gąska.

Na naszym wigilijnym śniadaniu nie zabrakło Stollen, czyli drożdżowego ciasta z ogromną ilością bakalii, marcepanu i cukru pudru. Ciasto pochodzi, tak jak piramida także z Saksonii, na koniec tej notki dojdę do wniosku, że ten land jest źródłem większości niemieckich tradycji. Mieliśmy okazję spróbować także dominosteine, czyli małych kostek piernika z galaretką i marcepanem polanych oblanych czekoladą, marzipankartoffeln czyli marcepanowych kartofelków, ogólnie było dużo marcepanu. Sybille zaznajamia nas z swoją kulturą, a my nie pozostajemy jej dłużni, dlatego każdy przygotował coś charakterystycznego dla swojego kraju. Na stole pojawiła się hiszpańska tortilla de patatas, włoski tort makaronowy, grecka musaka, którą na pewno spróbuję zrobić samemu oraz wiele innych przysmaków, których nie zdołałam nawet spróbować. Może się uda na kolejnym śniadaniu. A na koniec trochę zdjęć z Weihnachtsmarkt.







Brak komentarzy :

Prześlij komentarz