środa, 10 września 2014

Ulubione blogi o modzie, czyli mój TOP5.

Mój blog powstał kilka lat temu jako rodzaj platformy, na której prezentowałam swoje poczynania w świecie mody. Przez te kilka lat zmienił swoją formę, tak jak zmieniło się moje życie. Zostałam mamą (to najważniejsze) i nie wykonuję teraz czynnie swojego wyuczonego zawodu, ale także zamieszkałam w najfajniejszym mieście świata, czyli w Berlinie (nie musicie się ze mną zgadzać). Moje zainteresowania jednak nie uległy zmianie. Jeśli jest taka możliwość staram się bywać na targach poświęconych modzie i współczesnemu designowi, zaglądam też na poświęcone tym dziedzinom strony internetowe. Ponieważ prowadzę bloga jestem często bywalczynią blogów innych autorów. Dzisiejszy post będzie krótką listą 5 blogów modowych, na które zaglądam z przyjemnością, uważam za godne uwagi i polecenia (kolejność przypadkowa).

1.Advanced Style. Przed tymi paniami, fotografowanymi przez Ari Seth Cohena, nawet najpopularniejsze szafiarki powinny złożyć ukłon. Autor bloga przemierza ulice Nowego Jorku i fotografuje dobrze, ciekawie, czasem ekscentrycznie ubrane dojrzałe panie. Ich styl na pewno można określić jako niepowtarzalny. Niektóre z pań na stronie pojawiają się regularnie, co tylko podkreśla fakt, że zabawa stylem może być niezależna od wieku.

żródło: http://advancedstyle.blogspot.de/
żródło: http://advancedstyle.blogspot.de/

Cieszy mnie fakt, że powstał dokument o bohaterkach bloga, trailer możecie zobaczyć tutaj:


2. Style Bubble czyli blog Susanny Lau, która mówiąc najprościej ma nosa do tego co dobre. Susie wyszukuje młode talenty, głównie pojawiające się na londyńskim rynku i prezentuje ich możliwości  w bardzo smaczny sposób. Podoba mi się zarówno styl autorki jak i strony, na której znajdziecie bardzo dużo ciekawych zdjęć. Jeśli nie chcecie przepaść na kilkadziesiąt minut scrollowania to lepiej tam nie wchodźcie.

żródło: http://www.ixdaily.com/drop-your-skirt/trollsen-twin-talk-susie-bubble-street-style-icon
3. Coeurs de foxes prowadzi Kasia, dziewczyna, której udało się za pomocą zdjęć swoich stylizacji podbić nie jedno serce. Ja na bloga z liskiem zaglądam ponieważ podziwiam konsekwencję autorki w tworzeniu kolejnych sesji zdjęciowych, podoba mi się styl i sposób w jaki autorka jedna sobie fanów. Zaliczam ten blog także do szczególnych bo pokazuje, że pomimo choroby można żyć swoją pasją.

źródło: http://coeursdefoxes.blogspot.de/


 4. Park & Cube to wpradzie bardziej blog lajfstajlowy, ale prowadząca go Shini Park jest moim zdaniem ikoną stylu. Przepiękne zdjęcia i przyjemna treść. Muszę wspomnieć, że Shini jest uzdolniona plastycznie i na stronie znajdziecie inspirującą zakładkę DIY, z super pomysłami. Ja uwielbiam jej tablice na pinterest.Ciekawostką jest fakt, że autorka urodzona w Seulu część swojego dzieciństwa spędziła w Polsce, do której często powraca.




5, The Cherry blossom girl, czyli Francja elegancja w dokładnym tego powiedzenia znaczeniu. Elegancka Alix pokazuje swoim czytelnikom wszystko co piękne i francuskie. Mam do tego bloga sentyment, bo śledzę go od początku czyli od 2007 roku.

źródło: http://www.thecherryblossomgirl.com/




czwartek, 4 września 2014

Jesień!- najlepszy czas na obcowanie ze sztuką

Jesień! Nareszcie! Sezon ogórkowy można uznać za zamknięty. Miasto z w połowie opustoszałego znów tętni życiem, wydarzeniami kulturalnymi, a co za tym idzie kalendarz zapełnia się aż miło. Ostatni post na blogu jest z czerwca, przepraszam za to zaniedbanie (aż dziw bierze, że nadal tutaj zaglądacie), ale praktycznie całe wakacje zajęta byłam życiowo-zdrowotnymi perypetiami i częściej udzielałam się tu. Dopadł mnie też "szkodaczas" czyli szkoda mi czasu na spędzanie go przed komputerem, mam wtedy szczere wyrzuty sumienia wobec mojego syna.
Najbliższe plany to odwiedziny ABC, czyli Art Berlin Contemporary, kilkudniowych targów sztuki (nie wiem czy to określenie jest adekwatne), w czasie, których galerie (te znane i te mniej znane) prezentują pod jednym dachem swoje perełki, czyli najlepszych artystów. W zeszłym roku byliśmy bardzo pozytywnie zaskoczeni, zarówno ilością jak i jakością prezentowanych prac. Moją faworytką została duńska malarka Mie Olise, na której malowane "z gestu" obrazy mogłabym patrzeć godzinami i bez końca zachwycać się swobodą jaka została w nich zachowana. Polecam stronę artystki, a mnie samej udało się zrobić takie zupełnie marne, ani trochę nie oddające piękna jej obrazów zdjęcia, które oczywiście wam pokażę:



A to mój ulubiony, ukradziony z internetu:


A, i jeszcze ten:


ABC odbywa się w ramach BerlinArtWeek, więc jeśli chcecie wiedzieć co słychać w sztuce współczesnej i zobaczyć na prawdę zadowalającą ilość obrazów, instalacji, rzeźb, performance, fotografi etc. to rezerwujcie bilet na Polskiego Busa tudzież pociąg, tudzież szukajcie blablacar na 16-21 września. Poniżej jeszcze kilka zdjęć na zachęte:




Dla bardziej dociekliwych zeszłoroczna edycja opisana tutaj







sobota, 7 czerwca 2014

Najzdolniejsi Vol. 3: Monika Wyłoga

Z Moniką poznałyśmy się w pracowni rzeźby, zbliżyła nas nienawiść do tego przedmiotu, do pracy w lodowatej glinie (uczelnia przechodziła w owym czasie remont i nie posiadała okien) oraz bardzo nieprzyjemnego profesora. Potem były wspólne imprezy, ta sama pracownia malarstwa i druku na tkaninie. Nasze drogi przez długi (oj długi) czas studiów biegły w tym samym kierunku. Po studiach, każda z nas poszła w swoim artystycznym i życiowym kierunku. Monika wybrała bardzo interesujący i dlatego bez oporów zaliczam ją do grona moich Najzdolniejszych znajomych. Panie i Panowie, Najzdolniejsi Vol. 3: Monika Wyłoga.



Myślisz jeszcze czasem o projektowaniu obuwia? Pamiętam, że byłaś w tym świetna i prowadzące Pracownię Obuwia osoby dostawały wypieków na widok Twoich projektów.
Czasami myślę sobie, że kiedy już będę znaną ekscentryczną artystką, to pozwolę sobie na wypuszczenie autorskiej linii mojego obuwia :) W momencie w którym jestem, produkcja takich unikatowych projektów, jakie mam w głowie i przede wszystkim związane z nią koszta, po prostu by mnie przerosły.


Zadaję to pytanie każdemu, kto przebył podobną drogę, co ci dały studia na Akademii Sztuk Pięknych, czy był to dobry wybór. Czy jesteś zadowolona, że wylądowałaś w Łodzi?
Jestem jedną z tych osób, którym edukacja artystyczna była potrzebna. Dzięki ciągłemu konfrontowaniu swoich wyobrażeń o jakości moich prac z rzeczywistością w postaci korekty u profesorów, którzy na uczelni zawsze mają rację, teraz już sama wiem, kiedy robię coś dobrego, a kiedy muszę jeszcze nad czymś popracować. Nabrałam pewności siebie. Te wszystkie niepotrzebne i nudne wtedy ćwiczenia i zajęcia teraz okazały się przydatne i wartościowe. Nawet rzeźba. Kiedy mam okazję pracować przy scenografii, wiem że mam tę wystarczającą, minimalną wiedzę.
Jeśli chodzi o Łódź, to nie wyobrażam sobie lepszego miejsca do studiowania. To jest bardzo specyficzne miasto, w którym poznałam niesamowitych ludzi i miejsca i tego doświadczenia nie zamieniłabym na żadne inne.


Owocostan, 60x90 cm, akryl na płótnie

Czy miasto, w którym człowiek kreuje swoją twórczość ma duży wpływ na rezultaty? Pytam, bo jeszcze w trakcie studiów przeprowadziłaś się do Warszawy. Czy przeprowadzka wiązała się z nowymi inspiracjami?
W Warszawie ludzie mają dużą potrzebę działania, duże parcie i to w pewnym sensie mi się spodobało. Zaczęłam robić ilustracje, malować, założyłam swój fanpage i szybko okazało się że to się podoba. Jestem tak zwanym freelanserem i nie narzekam.



Twoje komentarze do showbiznesu, które możemy zobaczyć w postaci ilustracji są bardzo zabawne, często bywasz na Pudelku?Często! Codziennie robię sobie „przegląd prasówki”. Portale i gazety plotkarskie to dla mnie niewyczerpane źródło inspiracji. Showbiznes, zwłaszcza polski, który jest stosunkowo młody w porównaniu do tego, który znamy z zachodu, to dla mnie niesamowite zjawisko, któremu z ciekawością się przyglądam. Uważam że jest warte komentarza w postaci ilustracji, nie na poziomie memów, ale przemyślanej kreacji. Cieszę się, że znalazłam sobie taką niszę, którą żaden artysta nie chce się zajmować, bo to niepoważne, głupie sprawy. Może za jakiś czas będzie to dobra dokumentacja, bo rzeczywistość jest niestety taka, że ludzi fascynuje Warsaw Shore i mama Madzi.






Co jest ci bliższe, ilustracja czy malarstwo? W czym się lepiej odnajdujesz?
Zupełnie poważnie nie potrafię wybrać między ilustracją, a malarstwem.

Skąd czerpiesz inspiracje? Możesz powiedzieć coś na temat stosowanej przez Ciebie technice, skąd w obrazach wziął się brokat?Bardzo lubię w sztuce motywy turpistyczne, mroczne, to jest często moją inspiracją, zwłaszcza w malarstwie. Ostatnio namalowałam kilka „brokatowych” obrazów. Pomysł użycia złotego brokatu podsunął mi mój chłopak, zafascynowany glamrockiem. Idealnie się to sprawdziło, bo lubię malować różne dziwaczne zestawienia, wprowadzające jakiś niepokój, ale bardzo subtelnie i ładnie podane. 

Anatomia, 60x60 cm, akryl i brokat na płótnie

Skakanka, 100x120 cm, akryl i brokat na płótnie.

Słodycze, 50x50 cm, akryl na płótnie


Jakie masz plany na przyszłość?
Zostać znaną ekscentryczną artystką.


Zajrzyjcie koniecznie na fanpage Moniki.
Do usłyszenia!



sobota, 31 maja 2014

DMY Berlin 2014

Wczoraj dzięki uprzejmości Danusi miałam okazję odwiedzić DMY czyli Międzynarodowy Festiwal Designu. Wydarzenie odbywa się w ramach Berlin Design Week i jest czymś w rodzaju prezentacji najnowszych i oczywiście najciekawszych pomysłów współczesnych projektantów. Wystawiający się twórcy mieli do dyspozycji hangar lotniska Tempelhof, które jak już tutaj kiedyś wspominałam służy w chwili obecnej miastu Berlin jako potężna przestrzeń wystawiennicza. Wśród wystawców znalazła się także Danka, o której stolikach pisałam całkiem niedawno. Pięknie prezentowały się w industrialnej, surowej przestrzeni. Moją uwagę przyciągnęły solidne i bardzo atrakcyjne wizualnie stoły od Uniic, na które w tym życiu mnie raczej nie stać, ale mogę sobie za to pozwolić na filiżanko-kieliszek od Berlinord. Poniżej troszkę zdjęć z wydarzenia. Miłego oglądania.













wtorek, 6 maja 2014

Bikini Berlin










Mini foto relacja z nowo otwartego centrum handlowego, w które mieliśmy okazję wczoraj odwiedzić po raz pierwszy. Jestem pod dużym wrażeniem pomimo, że połowa ma jeszcze puste lokale. Przepiękna architektura oraz idealny miks sztuki, mody i odpoczynku. Przy okazji odwiedzajcie koniecznie! Zaglądnijcie też na fanpage.




czwartek, 24 kwietnia 2014

Stolik inspirowany Godartem

Może to powinna być kolejna część Najznodoleniejszych, niewątpliwie autorka projektu, który zaraz opiszę zasługuje by znaleźć się w tym gronie, chciałabym jednak w tym miejscu skupić się na konkretnej rzeczy, nie traktować prac artystki kompleksowo. Rzecz wymaga samodzielnej prezentacji. Już zdradzam o co chodzi. Jakiś czas temu Danka Włodarska zaczęła publikować na facebooku zdjęcia zaprojektowanych przez nią stolików, nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby z każdym dniem nie pojawiały się nowe ujęcia, w których stoliki te grają niczym aktorzy w scenach filmowych. Nie przypadkowo odnoszę się tutaj do filmu, bowiem autorka zdradziła mi źródło swojej inspiracji, począwszy od projektu skończywszy na sposobie jego prezentacji zaznaczyła, że inspiracją był film Jean-Luc Godarta 2 lub 3 rzeczy, które o niej wiem. A dokładniej jedna ze scen, w której mężczyzna siedzi w kawiarni i pijąc kawę obserwuje otoczenie. Kamera w pewnym momencie zwrócona jest na filiżankę i to właśnie ten moment zainspirował artystkę do stworzenia obiektu, którego forma nawiązuje do kształtu filiżanki, a fornir wykonany z orzecha do samej kawy. Pomysł prezentacji jest wyjątkowy i pewnie nie tylko moim zdaniem zasługuje na szczególną uwagę. Wydaje mi się, że dzisiaj rzadko możemy spotkać taki sposób traktowania designu, tutaj duża część pracy to merytoryczne podejście, drugie dno, zdjęcia, które pokazują obiekt w odniesieniu do innych, nie jesteśmy pewni czy traci on na swoim znaczeniu, czy może zyskuje nowe? Autorka bawi się konwencją, nic tutaj nie jest wymuszone, wszystko ma odpowiednią wagę. Kończę i czekam na więcej.
Poniżej kadry filmowe, które zainspirowały artystkę oraz efekt końcowy. Za udostępnienie zdjęć dziękuję autorce.












*Danuta Włodarska, rocznik 87', absolwentka Akademii Sztuk Pięknych im. Władysława Strzemińskiego w Łodzi, artystka, projektantka, prawdziwy talent, zawsze w dobrym humorze.
Zapraszam na stronę: http://danutawlodarska.com/




piątek, 4 kwietnia 2014

Odczarowanie miasta

Latem stukną mi dwa lata w Berlinie, niewątpliwe ta rocznica wywoła u mnie kilka refleksji na temat tego, jak czułam się w tym mieście na samym początku, a jak jest teraz. Berlin będzie dla mnie już zawsze miejscem szczególnym, z tej prostej przyczyny, że przyszedł tutaj na świat mój syn. Oglądałam ostatnio w zasadzie przez zupełny przypadek film Joanny Rajkowskiej wchodzący w skład projektu „Born in Berlin: A Letter to Rosa”. W filmie artystka pokazuje siebie w ciąży, na tle stolicy Niemiec, przeczytałam, że założeniem projektu było urodzenie właśnie w Berlnie, by odczarować to miasto, które historycznie stanowi źródło krzywd wyrządzonych rodzinie Rajkowskiej. Jej córka jako nowy rozdział życia miała spowodować, że miejsce to zacznie się artystce dobrze kojarzyć. Także nieprzypadkowo dziewczynka otrzymała imię Róża, na cześć Róży Luksemburg. Film byłby zupełnie zwyczajny gdyby nie fakt, że na końcu pojawia się informacja, na temat stanu zdrowia dziecka rok po narodzinach. U Różyczki wykryto rzadki nowotwór gałek ocznych. Powstał pewnego rodzaju paradoks, nieprzewidziany przez samą artystkę, przecież Róża miała odczarować to źle kojarzące się miejsce, ale czy tak się stało musi ocenić sama artystka. Nie będę tutaj pisać o sensie tego projektu, w obliczu informacji, że jego główna bohaterka, nie mająca jeszcze głosu napotkała na samym początku swej drogi tak poważną chorobę pojawia się wiele pytań, ale nie o tym chciałam pisać. Historia Róży daje do myślenia, tak samo jak historia samego Berlina. Trudno jest mi sobie wyobrazić to miasto dwadzieścia pięć lat temu, kiedy otworzyły się granice pomiędzy wschodem i zachodem.

Dziś na lekcji niemieckiego nasza Lektorka, opowiadała nam, że będzie ten wieczór pamiętać do końca życia. Sibylle mieszkała przed 1989 rokiem po wschodniej stronie. O tym, że granica zostaje otwarta dowiedziała się wieczorem (informacja po praz pierwszy ukazała się o 18:55), długo się nie zastanawiając obudziła swoje dzieci i z mężem wyruszyli w stronę muru, tak jak praktycznie każdy mieszkaniec Berlina. Przy granicy stał autobus, którego kierowca skończył na dziś pracę, ale kiedy dowiedział się od przechodniów co się stało kazał im wsiadać i pojechali razem na Kurfurstendam, gdzie wszyscy świętowali historyczny moment. Wspaniałe wspomnienie, które nauczycielka określa jako jeden z piękniejszych dni w jej życiu. Życie w DDR wspomina z mniejszym entuzjazmem chociaż podziwiam ją za to, że potrafi wymienić wiele rzeczy, które po wschodniej stronie były na plus. Dobrze zorganizowana służba zdrowia, działający bez zarzutu system żłobków i przedszkoli i wiele innych. Coś na pewno z tego zostało, ale różnice pomiędzy wschodem i zachodem widoczne są do dzisiaj. Widać też, że miasto chce odczarować swoją historię, może to potwierdzić każdy kierowca, który próbuje w godzinach szczytu przejechać się głównymi arteriami- Berlin to jeden wielki plac budowy. Mój stosunek do tego miejsca zmienia się praktycznie codziennie, coraz bardziej czuję się jak w domu. Chcę wiedzieć więcej o dzielnicy, w której mieszkam, staram się codziennie zajrzeć do lokalnego dodatku do gazety, interesuje mnie historia. Jest kilka miejsc, które warto odwiedzić bo chociaż na chwilę przenieść się w czasy gdy miasto było podzielone, poniżej zdjęcia z wystawy Die Mauer .





Miejsca godne uwagi:
http://www.berliner-mauer-gedenkstaette.de/de/
http://www.asisi.de/index.php?id=7#asisi_index_id_71
https://www.dhm.de/