niedziela, 28 kwietnia 2013

Fashion Ads of 20th Century

 Jakiś czas temu, a dokładnie w styczniu w H&M można było kupić bardzo ciekawą lekturę, chociaż może lekturą trudno Fashion Ads Of The 20th Century nazwać, bowiem książka ta składa się głównie z ilustracji, dokładnie 365 ilustracji. Słowo daję, TASCHEN doprowadzi mnie kiedyś do bankructwa, ale co zrobić kiedy album jest pięknie wydany, w grubej oprawie, z tasiemkową zakładką (uwielbiam takie zakładki). Każdy dzień w roku od 1 stycznia począwszy na 31 grudnia skończywszy opatrzony jest ilustracją i cytatem kogoś związanego z modą. Do niektórych reklam dołączona jest króciutka notka mówiąca o marce lub kontrowersjach jakie w owym czasie dana publikacja wywołała. Za wszystkim stoją autorzy: Jim Heimann i Alison A. Nieder no i H&M oczywiście. Na podstawie książki można wyciągnąć ciekawe wnioski na temat ewolucji reklamy mody, czy reklamy samej w sobie, od prostoty przekazu, realistycznego rysunku, przez chwytliwe hasła, także w co poniektórych reklamach zawierające dość seksistowski ładunek po piękne, chwytające za serce i zapadające w pamięć zdjęcia. Książka idealna jako bogate źródło inspiracji, a także atrakcja dla znajomych, którzy lubią będąc w gościach zajrzeć na półkę gospodarza i przy kubku herbaty pooglądać sobie ładny album. Od siebie mogę powiedzieć, że dużym plusem publikacji są cytaty, zabawne, ciekawe, miejscami dające dużo do myślenia w temacie mody oczywiście. Poniżej kilka cytatów i trochę skanów, z góry przepraszam za jakość, ale tym grubaśnym tomem trudno operuje się przy skanowaniu. Wybrałam, te które na pierwszy rzut oka najbardziej przypadły mi do gustu.
  
What you wear is how you present
yourself to the world, especially today,
when human contacts are so quick, 
Fashion is instant language.
- MUCCIA PRADA 

The difference between style
and fashion is quality
- GIORGIO ARMANI

When I see a woman, i always
look at her schoes and hope they're
high, because high heels make a 
woman sexy and dangerous.
- HELMUT NEWTON

Coca-cola, 1906
Hanes, 1959
Kenyon Coats and Suits, ca. 1918
H&M, 1980s
American Lady Schoes, 1906
Mr. Thomson, 1966
Vouge Magazine, 1912
Perma-lift, 1957
 Fund for Animals, 1974
Interwoven Socks, 1972
R&G Corsets, 1902

czwartek, 18 kwietnia 2013

Serialowa moda, czyli dlaczego Hannah Horvath jest nową Carrie Bradshaw.

Lubicie seriale? Pewnie duża liczba z was lubi, jedni te bardziej ambitne inni mniej wymagające, oczywiście nie mnie oceniać, które są które. Od kilku lat w Polsce i na świecie trwa serialowa mania, historie w odcinkach przyciągają miliony widzów, a odkąd za sprawą internetu możemy zobaczyć kilka odcinków z rzędu, niekoniecznie czekając, aż w dalekiej przyszłości Telewizja Polska zakupi daną produkcję, na serialową manię cierpi większa część moich znajomych. Przechodzą kolejno różne okresy fascynacji, pamiętam kiedy wszyscy dyskutowali co wydarzy się w kolejnym odcinku Six Feet Under albo jak kolejno zarywano noce nie mogąc oderwać się od angielskich Misfits.

Ja w tym miejscu pragnę skupić się na tym jakie znaczenie ma serialowa moda, bo przecież o modzie, a nie o czymś innym jest mój blog. Nie trudno zgadnąć, że znaczenie ma ogromne, do dziś pamiętam jak z wypiekami na twarzy czekałam na kolejny odcinek Sex and The City ( w owym czasie serial emitowany był na kanale Wizja1), aby zobaczyć niesamowite (wtedy wydawały się niesamowite) kreacje czterech przyjaciółek z Manhattanu. Myślę, że to jak ubierały się Carrie, Samantha, Miranda i Charlotte miało ogromny wpływ na szafy oglądających popularną serię kobiet. Patricia Field, stylistka i projektantka dobierająca stylizację dla bohaterek SATC, w każdym odcinku dawała z siebie wszystko. W efekcie mogliśmy oglądać przebojową, zawsze lekko kontrowersyjną Carrie, która szczególnie w pierwszych seriach przypominała skrzyżowanie Cindy Lauper z bohaterkami Dynastii, seksowną do granic możliwości, ale nie wulgarną Samanthę, „męską” w stylizacjach, ale równie seksowną Mirandę i słodką, elegancką niczym Grace Kelly i Audrey Heppburn razem wzięte Charlotte. Podsumowując każdy w serialu mógł znaleźć coś dla siebie, postaci bowiem nie tylko pod względem charakterologicznym były od siebie różne. Na równi odmienne były ich style i sposób „noszenia się”. Przez serial przewinęli się chyba wszyscy warci uwagi projektanci, na stronie HBO poświęconej serii można zobaczyć wybrane looki z opisami co dokładnie mają na sobie aktorki. Niewątpliwie ten swoisty product placement napędzał sprzedaż i popularność markom, z którymi podjęto współpracę. Poniżej kilka wybranych stylizacji, tych ponadczasowych i tych, które dziś mogą wydać się nam co najmniej kontrowersyjne jeśli nie tandetne i straszne. 









Myślę, że w tym miejscu mogę się skusić o stwierdzenie, że SATC w dużym stopniu „nakręcił” modę w serialach. Wydaje mi się, że podobne znaczenie mają ubrania w popularnej Gossip Girl, ale nie wydaje mi się, że odgrywają tak istotną rolę jak w moim ulubionym Mad Men. Zaznaczam od razu, że nie jestem jakąś ogromną fanką lat 60 oraz daleki jest mi styl vintage, ale to co od kilku sezonów wyprawia Janie Brayant (kostiumograf serialu) za każdym razem łapie mnie za serce. Popularność serialu ukazującego życie amerykańskich copywriterów w latach 60 przerosła w pewnym sensie oczekiwania producentów właśnie dzięki garderobie i wspaniałym wnętrzom, jakie możemy zobaczyć na ekranie. Kostiumy, bo w przypadku produkcji AMC mówimy o strojach z epoki szyte są na miarę i w najdrobniejszych szczegółach przypominają te, które popularne były w owym czasie w USA. Podobnie jak stroje w SATC, ubrania bohaterów Mad Men dobierane są do charakteru postaci, w jakimś sensie oddają ich indywidualny styl. Swego czasu modą, którą przypomniał serial mocno zainspirowali się projektanci, mam tu na myśli Marca Jacobsa projektującego dla Louis Vuitton i dom mody Prada. Serial obejmuje kilka lat i jest to widoczne także w prezentowanych ubiorach. W pierwszej serii możemy zobaczyć rozkloszowane spódnice na bogatej warstwie halki podkreślające talię bohaterek, a w ostatniej, która sięga prawie lat 70 pojawia się spódniczka mini. 



Mad Men zapewnia nam wspaniałą estetyczną podróż do przeszłości, Sex and The City pokazuje jak wspaniale można bawić się zawartością praktycznie każdej szafy, a co decyduje o ogromnej popularności nowej produkcji HBO o prostej i wdzięcznej nazwie Girls?
Na pewno w jakimś stopniu styl bohaterów. Zastanawiające jest w tym przypadku jedynie to, że nie mamy tu do czynienia z elegancją, no może w przypadku Marnie trochę mamy, ale traktując wszystko całościowo najtrafniejszym określeniem będzie „zwyczajny”. Bo taki chyba jest styl bohaterek serialu. Znów mamy do czynienia z czterema dziewczynami, znów akcja dzieje się w Nowym Jorku, tym razem jednak wszystko wydaje się mniej kolorowe, bohaterki wiodą smutne życie pozbawione większego sensu, a może właśnie owego sensu w tej historii poszukują. Klimat Girls jest wspaniały, myślę, że w dużym stopniu za sprawą Leny Dunham, która jest zarówno twórcą serii jak i odtwórczynią głównej roli. Już w kilku miejscach spotkałam się z określeniem, że grana przez nią Hannah Horvath to nowa Carrie Bradshaw i myślę, że jest w tym dużo racji. Nowa Carrie ma nadwagę, dobiera nieadekwatne do swojej sylwetki fasony, wszystko trochę w stylu nowojorskiego Bushwick, ale w ten sposób wydaje się bardziej rzeczywista, prawdziwa, naturalna, bliższa widzom. Pozostałe dziewczyny to hipisowska i charakterna Jessa, elegancka i przykładna Marnie oraz grzeczna i ułożona, może trochę infantylna zarówno z charakteru jak i wyglądu Shoshanna.Oczywiście w serialu nie brak męskich postaci, równie zwyczajnych i sympatycznych jak charaktery żeńskie. Nie mogę doczekać się kolejnych odcinków. 


piątek, 18 stycznia 2013

Bold&Brave czyli styczniowe Bread&Butter

Bread&Butter to nazwa, która dobrze znana jest każdemu, kto związany jest z pracą w dużych koncernach odzieżowych, a także temu kto marzy aby jego firma w taki koncern prędzej czy później się przerodziła. Jedne z największych targów odzieżowych na świecie skupiają się na modzie, którą możemy określić jako ‘miejską’. Wydarzenie ma miejsce dwa razy do roku, w Berlinie, w budynku byłego lotniska Tempelhof (w latach 2006-2009 targi odbywały się w Barcelonie). Miejsce pod takiego rodzaju wydarzenie dobrane jest idealne, mnie osobiście lotnisko kojarzy się z klimatem starych filmów albo z serialami Mad Men czy PanAm.


Na czas targów w ogromnych halach tworzy się swoista platforma o charakterze komunikacyjnym i marketingowym na płaszczyźnie, której spotykają się przedstawiciele marek z sektorów street fashion, denim, sportswear i casual. Oficjalny podtytuł -„tradeshow for selected brands“, idealnie oddaje charakter tego co możemy na targach zobaczyć: wyselekcjonowane marki mają okazję przez kilka dni pokazać kierunek, w którym podążają, trendy, którymi się sugerują, a co najważniejsze filozofię jaką niesie za sobą dany brand. Całość tworzona jest z ogromnym rozmachem, stoiska prześcigają się w swojej formie, w sposobie przyciągania potencjalnego klienta. Mnie osobiście najbardziej zainteresowały te specjalizując się w temacie denim, ponieważ na niektórych z nich można było zobaczyć jak krok po kroku powstają jeansy. Począwszy od krojenia, przez szycie, nabijanie nitów, na „designerskich niszczeniu” i grawerowaniu kończąc. Jak powstają klasyczne „five pocets” pokazywała włoska firma Laboratorio by Candiani, która na potrzeby targów stworzyła prawdziwe jeansowe laboratorium. Cierpliwi mogli doczekać się własnej pary i zakupić ją na miejscu, z miłą świadomością, że pieniążki z zakupionych spodni zostanę przekazane dla organizacji non-profit wspomagającej zatrudnianie osób niepełnosprawnych.


Tegoroczna, styczniowa edycja B&B odbywała się pod hasłem Bold&Brave, wydaje mi się, że „brave” dotyczy tutaj odwiedzających, ponieważ by odwiedzić wszystkie stoiska i rzeczywiście zaznajomić się z ofertą trzeba wiele odwagi i zmysłu prawdziwego stratega. Zapewne dla chcącego i odważnego nie jest to nic trudnego, a bardzo pomocnym staje się przygotowany przez organizatorów przewodnik wraz z czytelną mapą. Moją wizytę determinowało towarzystwo dwumiesięcznego Piotrusia, który dzielnie przespał praktycznie całe „zwiedzanie” robiąc sobie małą przerwę na jedzenie w mini barze zaaranżowanym na stoisku Pepe Jeans, na którym swoją drogą też można było otrzymać jeansy z robionymi na zamówienie dodatkami. Poniżej mała fotorelacja, a ja z tego miejsca obiecuje wkrótce kilka słów na temat marek, które moim zdaniem zasługują na szczególną uwagę.










niedziela, 9 grudnia 2012

The Little Black Jacket w Berlinie

W Berlinie od kilku dni zima pełną gębą, jest mroźno i pada śnieg. Obecna aura nie ma jednak żadnego wpływu na zainteresowanie wystawą fotografii Karla Lagerfelda i przyjemną temperaturą jaka panuje na stacji U-3 Bahnhof, gdzie prezentacja znalazła swoje miejsce.
Znany chyba wszystkim zainteresowanym modą projektant, a także fotograf Karl Lagerfeld w współpracy z Carine Roitfeld stworzył serię fotografii znanych osób, głównie z kręgu mody, filmu i sztuki. Wśród stu dziewięciu postaci znalazły się m.in. Sarah Jessica Parker, Natalia Vodianowa, Kanye West, Tilda Swinton czy Yoko Ono. Wspólny mianownik dla wszystkich sportretowanych to klasyczny, czarny żakiet Chanel, który zaprojektowany ponad 50 lat temu nadal znajduje swoje miejsce w kolekcjach francuskiego domu mody. Całość zaaranżowana w surowym wnętrzu budowanej i jeszcze nieczynnej stacji metra, z metrem w niewiele ma wspólnego, jest elegancko, ciepło, a każdy odwiedzający może zabrać ze sobą pamiątkę w postaci plakatu (do wyboru spośród 3 zdjęć). W związku z wystawą powstał także album, niestety nie orientuje się czy można zakupić go na miejscu. Na stronie The Litlle Black Jacket znajdziecie informacje na temat wystawy, która odwiedziła wcześniej m.in. Londyn, Moskwe, Paryż, a także filmik o tym jak powstaje klasyk Chanel. W Berlinie możecie oglądać zdjęcia jeszcze przez tydzień (do 14 grudnia), na Potsdamer Platz 1 (wejście od Leipziger Platz), wstęp darmowy.

wtorek, 2 października 2012

Nowości od Eli Chodorowskiej i Klaudii Rozwadowskiej.

Jesienna pozdrowienia! Dawno mnie tutaj nie było, a to wszystko dlatego, że zmieniałam miejsce zamieszkania, z czym wiązało się wiele spraw, a także dlatego, że moje życie sprowadza się teraz do oczekiwania, oczekiwania na najnowszy projekt, mogę go określić jako projekt życia, a mianowicie wkrótce urodzę dziecko ;). Praca musiała zostać zawieszona, ale bądźcie spokojni, jak tylko wszystko się u mnie ułoży, zamierzam powrócić z zdwojoną siłą.

Tymczasem pragnę skupić się na tym, co dzieje się u innych projektantów, a dzieje się wiele. Zachęcam was do zakupów w butiku Cloudmine, ciekawe nowości znajdziecie u Eli Chodorowskiej, a także u Klaudii Rozwadowskiej. Ela proponuje by jesień witać w dopasowanych longsleev'ach, w stonowanych kolorach wzbogaconych o koronkowe wstawki, a także spódniczki w kolorze limonki i koralu. W skład nowej kolekcji torebek, które prezentuje Klaudia wchodzą kuferki, do których została użyta matowa skóra naturalna i skóra z sierścią. Koniecznie odwiedźcie butik i zobaczcie nowości dziewczyn.